Ze sportem
Ze sportem nie można wziąć rozwodu. To zbyt trudne nawet dla najtwardszych. Szmidtowi tak już „dojadła" absencja na skoczni, że postanowił zmienić zawód. Skończył pracować w kopalni „Szczygłowice", zaczął zajęcia z młodzieżą w zabrskim „Górniku". To już lepiej, choć - jak szczerze przyznaje - czegoś mu nadal jeszcze brakuje... „Wiem czego - mówi. - Walki na skoczni. W tej chwili, gdyby nie chora noga, to startowałbym nadal, choć „czterdziestka" na karku. Nie dla reprezentacji, nie dla wyjazdów, nie dla klubu nawet. Dla siebie. Nawet gdybym miał przegrywać z gołowąsami, to nic! Dla samej walki tylko. A troskę o medale i rekordy pozostawiam innym. Może Borysowi, może moim przyszłym wychowankom..." cyzję? Czym się kierował? Przyjaźnią? A może miał to być tylko kurtuazyjny gest? Lub wyraz lekceważenia przeciwnika? „Zwycięstwo odniesione na skutek kraksy czy kłopotów technicznych rywala - mówił w Paryżu dziennikarzom Ryszard Szurkowski - nie przynosi żadnej satysfakcji. W każdym razie mnie. Pasjonuję się zawsze walką, zwłaszcza walką z równym przeciwnikiem. Wtedy mogę sobie powiedzieć „jesteś lepszy" lub „tym razem on jest górą". Nie ma żadnych niedomówień". Cenne trofeum UNESCO było ukoronowaniem pierwszego etapu, jakże pasjonującej kariery sportowej, która bierze swój początek w rodzinnej miejscowości, w Swiebodowie we Wrocławskiem...
| |