Wróciłem zdruzgotany
„Wróciłem zdruzgotany - wspomina Stanisław. - Nie cieszyły mnie dość dobre recenzje sprawozdawców sportowych, przeznaczone, powiedzmy sobie otwarcie, dla nowicjusza. Przed wyścigiem czułem nadmiar rozpierającej mnie siły, energii i ambicji, chciałem równać do najlepszych. A już pierwsze etapy stały się dla mnie koszmarem. Stając zbolały do kolejnych startów etapowych, przysięgałem sobie przełamanie samego siebie, swoich słabości. Pobierałem więc w u-dręczeniu i samozaparciu dalsze lekcje cierpienia, samowyrze-czenia oraz... cierpliwości. Po udanym etapie. Katowice - Wrocław zdawafo mi się, te rosną mi skrzydła. Jeśli nie dane mi było równać się z najlepszymi w wyścigu, to przynajmniej chciałem być czołowym kolarzem polskiej drużyny. Wprawdzie bez oporu podporządkowałem się ogólnym zasadom taktyki, jednak gdzieś tam w środku drzemała we mnie pokusa, aby wysunąć się przed starszych kolegów. Otrzeźwiałem na ósmym etapie z Lipska do Karl-Marx--Stadt. Dostałem polecenie trzymać się za wszelką cenę czołówki, co mi się nawet udało. Zacząłem snuć marzenia o sukcesie. I nagle - defekt roweru! Poznałem wtedy gorycz zawodu. Nadjechał Wrzesiński, który był kapitanem drużyny i ofiarował mi swój rower.
| |