Waldemar Baszanowski
Waldemar Baszanowski lubił zwyciężać pewnie, niezagro-żenie, lecz bardzo wysoko cenił sobie walkę samą w sobie, wykazywaną w niej odwagę. Kiedy udawał się na mistrzostwa Europy do Bułgarii w 1971 roku, mięśnie rozpierała energia. Zaplanował rekordowy wynik. I oto po dwóch nieuda-.nych podejściach do 140 kg sensacja wisiała w powietrzu. A jemu sztanga wydawała się po prostu za lekka, ciężar nie zmuszał do maksymalnej koncentracji. Przed trzecią, ostatnią próbą w tym boju poprosił o dołożenie na sztangę pięciu kilogramów, wbrew trenerom i działaczom przypominającym 0 odpowiedzialności za lokatę drużynową, zarzucającym samowolę. A on czuł, że te dodatkowe pięć kilogramów zmobilizują go i zaliczy podejście. Był wtedy sam przeciw wszystkim 1 wyszedł z tej wojny nerwów zwycięsko. Później już zupełnie rozluźniony wygrał konkurencję bijąc po drodze dwa rekordy świata. I chociaż jeszcze długo wyrażano wątpliwości czy wolno mu było tak postąpić, pozostał przekonany o słuszności tamtej decyzji. Bo bez ryzyka i odrobiny fantazji nie można ubiegać się w tej dyscyplinie o laury. Może dlatego porażkę na mistrzostwach świata w Berlinie w 1966 przyjął z niekłamaną satysfakcją. Startował wówczas jedyny raz w tak poważnej imprezie w kategorii średniej ważąc zaledwie 70,5 kg, czyli o 4,5 kg poniżej górnego limitu wagi. Po wyciskaniu i rwaniu prowadził z przewagą 5 kg i dopiero wręcz niewiarygodny, heroiczny szturm znakomitego Kurencowa na przygniata jacy | |