Uczepiłem się tej rady jak tonący brzytwy. Nie miałem wyboru, choć zdawałem sobie sprawę, że jest to akcja bardzo ryzykowna. „Papa" wierzył jednak, że stać mnie na przyjęcie tego stylu walki. Udzieliła mi się jego ufność...
Rozpoczęła się druga runda. Jugosłowianin z triumfującym uśmieszkiem ruszył do ataku, pragnąc szybko zakończyć pojedynek. Pamiętałem jednak o zaleceniu trenera. Pierwszą okazję przegapiłem. Znowu solidnie oberwałem. Od tego momentu skoncentrowałem całą swoją uwagę na długich rękach Vitica. Z determinacją czekałem na tę jedną, jedyną okazję. Teraz albo nigdy! Nagle prawa ręka przeciwnika z błyskawiczną szybkością znalazła się koło mojej twarzy. Zamknąłem oczy i „wystrzeliłem". Za moment dotarł do mojej świadomości głos arbitra, liczącego Jugosłowianina. Nie wierzyłem swemu szczęściu. Kochany Stamm! Historia powtórzyła się za kilkadziesiąt sekund. Drugi nokdaun, przy ogłuszającym akompaniamencie kilku tysięcy gardeł..."
Zwycięski pojedynek w meczu z Jugosławią był przełomo-
Wym momentem w karierze Jerzego Kuleją. Zainaugurował trwające ponad 12 lat pasmo sukcesów na światowych ringach. Pierwszą konsekwencją było powołanie go do drużyny na mi-.strzóstwa Europy w Lucernie. Nie przywiózł z nich jeszcze medalu, ale dla ekspertów pięściarstwa nie ulegało wątpliwości, że jest to tylko kwestia czasu. Mimo niepowodzenia, jego nazwisko stawało się coraz głośniejsze w bokserskim światku. Sławę umocnił pasjonujący, niezwykle wyrównany, choć zakończony porażką, pojedynek z mistrzem Europy Jen-gibarianem, w którym pięściarz radziecki znalazł się po jednym z jego ciosów na deskach. | |
|