Rzeczywiście, peleton
Rzeczywiście, peleton pościgowy rozleciał się na dwadzieścia kilometrów przed metą. Tamci nie wytrzymali nerwowo, zaczęli sobie dawać zmiany zbyt krótkie, wreszcie Nowoczek i Wyglenda pozostali w tyle, a Wrzesiński samotnie ruszył w pościg za trójką wojskowych. Na metę w Giżycku wjechali bez pośpiechu w kolejności chyba przez nich ustalonej: Królak, Drążkowski, Wójcik. Niedługo potem na stadion wpadł także Wrzesiński. „Tak, umówiliśmy się przed startem - opowiadał Królak. - Wójcik wybił nam z głowy myśl o pokonaniu go i... miał chyba rację. Nigdy nie dałby sobie odebrać żółtej koszulki. Chciał wygrać wyścig i wygrał go. Nie zależało mu na zwycięstwie etapowym, potrafił rezygnować z drobnych sukcesów, nieraz nawet intratnych ze względu na nagrody. Celował / na te główne. Po siedemdziesięciu kilometrach miałem kolar-twa powyżej uszu. Drążkowski chyba także. Cierpiałem, łabłem. Obojętne mi było, czy Wójcik czy też ja wygram •tap, jak również to, czy zapewnię sobie drugą lokatę w kla-Hyfikacji ogólnej wyścigu. Wójcik cierpiał także, ale dawał coraz dłuższe zmiany. Przeklinałem jego hardość i zawziętość, które pchały go do tej opętańczej jazdy za wszelką cenę. Przeżywałem męki, doznałem też upokorzenia.
| |