Nie było żadnych wątpliwości
Nie było żadnych wątpliwości, jaki udział w historycznym sukcesie polskiej szermierki miał Jerzy Pawłowski. Niezrównany na planszy, przepojony wiarą w możliwość zwycięstwa potrafił swą wybitną osobowością porwać kolegów, natchnąć ich do maksymalnego wysiłku. On nie tylko sam wygrywał, ale także kładł psychologiczny fundament pod ten historyczny sukces. Nie poprzestał na tym, dążył stale do czegoś nowego i to nie tylko w sporcie. Zaczął studiować prawo. Wraz z ilością gwiazdek na oficerskich epoletach przybywało „piątek" w indeksie studenta Pawłowskiego. Później przyszedł Gdańsk, zwycięskie dla polskiej szermierki mistrzostwa świata, kiedy to po raz pierwszy zdobyliśmy w 1963 roku Puchar Narodów. Jerzy po raz jedenasty awansował do finału, a Polska po raz czwarty zdobyła złoty medal. Pewni siebie, w znakomitych nastrojach, polscy entuzjaści szermierki oczekiwali Igrzysk w Tokio. Tymczasem... Jechał do olimpijskiej hali z ogromną wolą walki i zwycięstwa. Pierwszą i drugą eliminację przeszedł gładko. W końcowej klasyfikacji wstępnej serii walk znalazł się na drugim miejscu za Markiem Rakitą. Rosjanin dostał za przeciwnika Włocha Calanchiniego, natomiast Pawłowski reprezentanta NRF - Koestnera. Był dobrej myśli, jak zawsze skory do rozmów, dowcipów i żartów. Nieszczęście przyszło nagle, w najmniej spodziewanym momencie. W walce, która toczyła się do dziesięciu trafień, ńoestner prowadził 5:1. Widmo porażki dodało Jurkowi skrzydeł. Ze stanu 7 : 2 dla zawodnika NRF, wyrównał na 7 : 7. Następnie prowadził 8 : 7 i 9 : 8. Zgubił go krótki jak błysk szabli moment dekoncentracji. Przegrał 9 : 10.
| |