Mały spacerek
„Mały spacerek" okazał się dość forsownym treningiem. Edek wymyślał coraz trudniejsze przeszkody... Jeden z najlepszych wówczas polskich sprinterów chciał udowodnić bratu, że to nie przelewki. Znał ambicję Józka, wiedział, że tylko w ten sposób można go zachęcić do uprawiania sportu. Pokpiwał, nieustannie żartował, a Józek tylko zaciskał zęby i wytężał siły, by dorównać bratu. Po biegach na leśnym podszyciu przyszła kolej na skoki. I tu niespodzianka. Józek nie był gorszy, a w kilku kolejnych próbach uzyskiwał nawet lepsze wyniki od reprezentanta kraju. I wtedy usłyszał: - Chodź, pobawimy się w trójskok z miejsca... Edek wiedział, że to jedna z najtrudniejszych konkurencji ale nie myślał o drażnieniu ambicji brata. Po prostu chciał w ostrej, serio potraktowanej walce sprawdzić możliwości Józka. I sprawdził. Józek był lepszy. Dalej lądował, choć żaden z trenerów lekkoatletycznych nie zachwyciłby się jego stylem... Powtórzyli to po raz drugi i trzeci. Nie mieli taśmy, ale i tak było widać, że Józek, centymetr po centymetrze bije własne, leśne rekordy. Spóźnili się wtedy na obiad i nie poszli do kina. A po drodze młodszy z braci Szmidtów wypytywał Edka, czy... wygrałby z nim także na prawdziwym stadionie? Edek miał za sobą lata solidnego treningu, a Józek? Czy największy nawet talent może walczyć o> miejsce wśród najlepszych w kraju, gdy ma już 20 lat? Przecież jego rówieśnicy osiągnęli pułap kadry narodowej, a - mniej zdolni -, zdążyli się wyzbyć złudzeń...
| |