Liczył się z nim, choć zapewne nie myślał, że uzyska tak wspaniały wynik. Fetował go cały stadion, zewsząd cisnęli się ludzie z gratulacjami, pstrykały migawki fotoreporterów, a on myślał tylko o jednym - by jak najszybciej być sam. Przy pierwszej nadarzającej się okazji „zmylił pogonie" i zamknął się w szatni'. Bo mistrz Europy i rekordzista świata pozostał skromnym i nieśmiałym człowiekiem, z czasów, gdy stawiał pierwsze kroki na bieżni zabrskiego „Górnika". Zawsze wolał samotność, peszyły go przejawy popularności, gorączkowe szepty i wskazywanie palcami...
W Rzymie był zdecydowanym faworytem i nie zawiódł. 16,81 m - złoty medal i rekord Igrzysk. Nie pierwszy raz za jego sprawą grano Mazurka Dąbrowskiego, ale tym razem miał wilgotne oczy. A później, w pokoju, przeglądając setki depesz otrzymanych z kraju, pomyślał, że musi zrobić wszystko, by jeszcze raz to przeżyć. W Tokio mieć będzie 29 lat. Wcale nie tak dużo...
Myślał o tym, a tymczasem znaleźli się tacy, którzy już w kilka miesięcy po olimpijskiej yictorii chcieli triumfatora z Rzymu spisać na straty. Prasa szukała nowych idoli, prze-
z dalszych skoków. Ale, gdy reprezentanci Związku Radzieckiego, Krawczenko i Fiedosjejew, zbliżyli się do naszego mistrza na niebezpieczną odległość kilku zaledwie centymetrów, zdjął dres i zaczął od nowa rozgrzewkę. Riposta Polaka była wspaniała: 16,85 m w ostatnim skoku, a to oznaczało złoty medal i nowy rekord olimpijski. | |
|