Dopiero po Olimpiadzie w Meksyku Szurkowski znalazł się wśród wybrańców PZKol. powołany do centralnego szkolenia. Zaczął się dla niego nowy etap życia. Wielka sportowa przygoda, oszałamiające pasmo sukcesów. W 1969 roku przebojem zdobył miejsce w drużynie na Wyścig Pokoju, a później swoją jazdą rozpalił prawdziwe namiętności wśród entuzjastów kolarstwa. Na drugim etapie, Szurkowski uciekł samotnie z peletonu na ulicach Łodzi, wygrał i objął przodownictwo w klasyfikacji generalnej. Sportowa Polska szalała z radości. Był na ustach wszystkich. Czy zwycięży? Czy dotrwa do końca i powtórzy triumf Stanisława Królaka z 1956 roku? Wrocławianin przegrał w końcu ze znakomitym Francuzem Jean-Pierre Danguillaumem, a zadecydowała o tym indywidualna jazda na czas na szosie koło Cottbus, gdy wyścig znajdował się już w końcowej fazie. Szurkowski zapłacił wtedy za brak doświadczenia. Chciał bowiem być wszędzie,* kontrolować wszystkie akcję, uczestniczyć w każdej ucieczce. Okazało się, że nie stać go było jeszcze na chłodną kalkulację. Ot, choćby na etapie do Poznania. Pragnął za wszelką cenę powiększyć przewagę nad Danguillaumem, który zajmował jeszcze drugą lokatę. Szurkowski finiszował w tłoku, nie zważając na własne bezpieczeństwo. W rezultacie runął na bieżnię i dotkliwie się potłukł. Gdy doszło do etapu na czas wrocławianin nie miał już sił, nie wytrzymał próby nerwów. Stracił żółtą koszulkę lidera na rzecz Francuza i nie był w stanie odzyskać jej aż do mety w Berlinie. Drugie miejsce debiutanta w klasyfikacji ogólnej było jednak ogromnym sukcesem. | |
|